|
Autor:
Magdalena Barcz
Źródło:
http://www.poradnikmedyczny.pl/
Pisk,
krzyk, szybki bieg, szalony skok. Wieczorem parę siniaków i... zdrowy uśmiech.
Czy taki obraz podwórka i przerwy w szkole przechodzi do historii? Pediatrzy
alarmują: coraz więcej dzieci cierpi na “choroby dorosłych”, na przykład
nadciśnienie. A wśród najważniejszych przyczyn tego stanu rzeczy jest brak
ruchu.
Patrząc na rozbrykane przedszkolaki trudno uwierzyć, że za parę lat zaczną one
spędzać większość dnia nieruchomo, w pozycji siedzącej. Ucywilizują się. Ale
coś na tym stracą.
– W wieku przedszkolnym aktywność ruchowa jest jeszcze całkowicie naturalna i
spontaniczna. W szkole, zwłaszcza w klasie pierwszej, próbuje się ją okiełznać
– opisuje prof. dr hab. med. Marian Krawczyński z I Katedry Pediatrii Akademii
Medycznej im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.
Wyzwaniem pozostaje kwestia: jak tę spontaniczną aktywność utrzymać? Jak
przyzwyczaić młodą osobę do wypoczynku w ruchu?
NIE ZGNUŚNIEJ!
Człowiek nieprzyzwyczajony do aktywności szuka najchętniej biernych form
wypoczynku – zwykle sprowadza się to do spędzania czasu w pozycji siedzącej,
przed telewizorem lub komputerem. Z czasem po prostu gnuśnieje.
– Brakuje mu kondycji, łatwo się męczy nawet przy pokonywaniu niewielkich
odległości, a co za tym idzie – unika ruchu... – opisuje prof. Krawczyński,
który na poznańskiej uczelni pracuje w Klinice Gastroenterologii Dziecięcej i
Chorób Metabolicznych.
Dla wielu nastolatków jedyną formą ruchu jest... zabawa na dyskotece – a nie
jest to przecież aktywność w klasycznym rozumieniu tego słowa, na świeżym
powietrzu.
A jeśli siedzący tryb życia połączy się z podjadaniem słodyczy i ekwiwalentów
żywności typu czipsy, efekty mogą być nieprzyjemne: nadwaga, w przyszłości
otyłość. Oczywiście sporo zależy od uwarunkowań genetycznych danej osoby.
– Inne poważne zagrożenie to brak bodźca dla utrzymania funkcjonalnej
sprawności układu krążenia, a nawet nadciśnienie. Do tego można dołączyć całą
gamę chorób cywilizacyjnych, mogących być wtórnym efektem braku ruchu – wylicza
lekarz.
Skoro czynny wypoczynek to jeden z warunków dobrego zdrowia, powstaje pytanie:
gdzie i jak się do niego przyzwyczajać?
SZKOŁA NA RATUNEK
Wielu rodziców obawia się wypuszczania swoich pociech na podwórka. Bo ulica
jest niebezpieczna. Bo ktoś je zaczepi – diler narkotyków czy pedofil. I trudno
odmówić im słuszności. Do szkoły i z powrotem dzieci dowozi się samochodem. W
domu mnóstwo obowiązków – coraz więcej lekcji do odrobienia, zajęcia dodatkowe,
jak angielski czy gra na instrumencie. A gdzie miejsce na ruch?
– Moim zdaniem, właśnie w szkole! Od strony organizacyjnej zwiększenie liczby
zajęć w-f to nie tak znowu trudny problem. Ale na pewno trzeba zatrudnić
większą liczbę nauczycieli i instruktorów – odpowiada dr med. Andrzej
Wiśniewski z Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie
(Katedra Fizjologii i Biochemii).
Nad niedocenianiem roli wychowania fizycznego w programie nauczania szkoły
podstawowej ubolewa również prof. Krawczyński: 2-3 godziny takich zajęć
tygodniowo to stanowczo za mało!
Zwiększenie tej liczby to jedyny sposób na zagwarantowanie zdrowia przyszłym
pokoleniom – uważa dr Wiśniewski. I to zwiększenie radykalne – nawet każdego
dnia. I nawet kosztem nieco dłuższego pozostawania w szkole.
– Uprawiając sport dzieci nie tylko poprawiają swoją kondycję fizyczną, ale
także między innymi uczą się współdziałania w grupie. To bardzo ważne –
argumentuje lekarz.
I nie chodziłoby wcale o to, by wychowywać przyszłych sportowców. Bo sport
zawodowy to obecnie... sposób zarabiania pieniędzy. I widowisko medialne. Zawód
jak każdy inny.
– Nie w tym więc rzecz, by tworzyć przyszłe kadry olimpijskie. Chodziłoby
raczej o... pewien rodzaj szczepienia społeczeństwa. O szczepionkę na zdrowie –
dodaje dr Wiśniewski.
MŁODZI PRZYSPIESZAJĄ
Współczesna młodzież, jak wynika z badań, jest coraz dorodniejsza. Fachowo
określa się to zjawisko terminem “akceleracja rozwoju”. Na przykład w Poznaniu
przeciętna wzrostu 18-letnich kobiet i mężczyzn, w porównaniu z ich
rówieśnikami sprzed 80 lat, zwiększyła się o ponad 9 cm.
– Okazuje się jednak, że zwiększanie się wymiarów ciała, jak na przykład
wzrostu, nie współgra z rozwojem ruchowym. Co więcej, próby sprawnościowe
wykazały, że szereg cech motorycznych u młodzieży uległo regresowi! – martwi
się prof. Krawczyński.
Tę dysproporcję między akceleracją rozwoju fizycznego a obniżaniem się
sprawności ruchowej młodzieży Ryszard Przewęda – profesor warszawskiej AWF –
określił jako “syndrom rozwartych nożyc”. Co zrobić, by te nożyce się zamknęły?
Ćwiczyć!
Nie każdy jednak ma na to ochotę. Sporo uczniów, zwłaszcza dziewcząt w okresie
dojrzewania, unika zajęć w-f.
– Powód jest prosty. Dziewczyna na przykład ma nadwagę, w związku z czym nie
dorównuje sprawnością swoim rówieśnikom. Boi się ośmieszenia. Stoi więc z boku.
Ale zapomina, że unikając ćwiczeń, tym bardziej naraża się na dalsze obniżanie
swojej sprawności i wydolności fizycznej, tzw. kondycji. Powstaje błędne koło,
z którego trudno się wydostać – opisuje specjalista.
Plagą są też długoterminowe zwolnienia lekarskie z lekcji w-f, nawet na pół
roku czy rok. Przeciętnie otrzymuje je 5% uczniów; w skrajnych przypadkach –
nawet do kilkunastu procent! – Niestety, część lekarzy, przyczynia się do
pogłębiania złych zjawisk – zauważa prof. Krawczyński.
DZIECI I ZESPÓŁ X
Zwalnianie dzieci z zajęć w-f to nierzadko wynik kompromisu: słabsze, często
chore przewlekle dziecko nie nadąża za innymi; a nauczyciel nie ma czasu, albo
po prostu nie potrafi z nim pracować. – Pamiętajmy jednak, że jeśli ktoś na tym
traci, to właśnie chore dziecko. Trzeba więc to zmienić i włączyć słabsze
dzieci do zajęć! – apeluje dr Wiśniewski.
Niestety, coraz więcej dzieci jest pod stałą opieką lekarską; coraz częściej u
najmłodszych pojawia się na przykład nadciśnienie tętnicze.
– Przewlekle chore dziecko tylko wyjątkowo otrzymuje od lekarza zalecenie
unikania aktywności fizycznej. Te dzieci też powinny się ruszać! Udowodniono
nawet, że jeśli zapewni się takiemu dziecku odpowiednią aktywność fizyczną, to
w efekcie można mu zmniejszyć dawki leków! – przekonuje naukowiec.
Niezwykle niepokojący jest również fakt, że coraz częściej u dzieci występuje tzw.
zespół metaboliczny – grupa zaburzeń mogących doprowadzić do cukrzycy typu 2
czy przewlekłych chorób układu krążenia (m.in. zaburzenie przemiany
węglowodanów, tłuszczów, uszkodzenia śródbłonka). – Jeszcze parę lat temu było
zupełnie nie do pomyślenia, że zespół ten może w ogóle występować u dzieci! –
rozkłada ręce dr Wiśniewski.
INSTRUKTOR POD OBSTRZAŁEM
Życie nauczyciela w-f nie jest łatwe także z innych powodów. U dzieci w okresie
dojrzewania, a więc w wieku 12-14 lat, czyli na pograniczu szkoły podstawowej i
gimnazjum, istnieją bowiem poważne fizjologiczne różnice w stopniu
zaawansowania rozwoju fizycznego, sięgające nawet 20 cm
wzrostu i 20 kg
masy ciała.
– Jeśli w prowadzonych testach sprawnościowych podstawowe kryterium oceny
stanowi wiek metrykalny, a nie biologiczny, to oczywiste jest, że możliwości
funkcjonalne są też zróżnicowane. A dla wszystkich kryterium oceny jest
jednakowe! Daleko więc do obiektywnej oceny ucznia! – zwraca uwagę prof.
Krawczyński.
Kiedyś w szkolnym wychowaniu fizycznym promowane było też hasło “Najlepsi
nauczyciele do pracy z najmłodszymi!”. Niestety, na haśle się skończyło. A w
praktyce zdarzało się nawet, że najmłodsi ćwiczyli w szkole na korytarzach, bo
sala gimnastyczna musiała być zarezerwowana dla starszych. I to także jest
przez pediatrów oceniane jako błąd. Bo nie ma uczniów mniej ważnych. A ci
słabsi wymagają dodatkowej uwagi, by wyrównać braki.
Inny problem to brak możliwości porozumienia na osi lekarz – nauczyciel w-f.
Aktualnie lekarzy w szkole po prostu nie ma, a pracujące pielęgniarki nie
zawsze potrafią wskazać dobre dla ucznia rozwiązania. – Rzadko mogą być
partnerem dla nauczyciela w-f na przykład w ocenie możliwości obciążeń
wysiłkowych i wydolności ucznia – mówi prof. Krawczyński.
NIE TYLKO DIETA
W wielu badaniach prowadzonych w krajach “starej” Unii Europejskiej wykazano,
że uczenie dzieci i ich rodziców, jak się prawidłowo odżywiać ma, niestety,
niewielki wpływ na poprawę stanu zdrowia i zmniejszenie liczby otyłych.
Sytuacji nie poprawiły nawet najbardziej starannie dobrane posiłki w szkolnych
stołówkach. Regularna aktywność fizyczna pozostaje jedynym i najlepszym
sposobem na poprawę stanu zdrowia, zapobieganie otyłości i jej skutkom –
przekonują eksperci.
I chociaż warto zmienić złe nawyki żywieniowe – odstawić niezdrowe napoje,
czipsy i batony, to jednak przede wszystkim powinno się zapewnić dzieciom
codziennie tak potrzebną dla zdrowia dawkę ruchu.
Co więcej, nie ma na co czekać. Dla wielu dzieci, o dorosłych nie wspominając,
i tak jest już za późno na ruchową profilaktykę. Pozostaje im tylko leczenie.
Autor: Magdalena Barcz
Źródło: http://www.poradnikmedyczny.pl/
|