|
Tak trudno pogodzić się z myślą, że już nigdy, że na zawsze... Wspaniały a jednocześnie tak bardzo
kochany przez nas Człowiek odszedł na drugą stronę, nam jeszcze nieznanego
życia. A tu, na tej ziemi, gdzie tak często byliśmy razem, został żal, prawdziwie
głęboki smutek i wspomnienie które jeszcze długo będzie połączone z bólem Drogi Mariuszu, Odszedłeś od
nas w dal bezkresną
Twoje nagłe i niespodziewane odejście
pogrążyło w wielkim smutku i żałobie nie tylko kochającą Cię bardzo najbliższą
rodzinę, ale napełniło głębokim żalem Twoich kolegów i przyjaciół z Trytona –
klubu wioślarskiego, do którego zawsze przychodziłeś by ćwiczyć i by z nami się
spotkać. Drogi Przyjacielu proszono aby w słowo pożegnalne wpleść Twój bogaty życiorys ale nie to chyba jest dzisiaj najważniejsze. Przecież wszyscy Cię znali jako człowieka wielkiej wytrwałości i osiągającego rzeczy dla innych nie do pomyślenia. Nigdy nie zadowalałeś się minimum – Ty chciałeś osiągnąć więcej. Gdy inni biegali po pięć Ty biegałeś osiem kilometrów. Gdy inni na przepustce z wojska oddawali się przyjemnościom życia Ty jechałeś na dwa dni do kolegów na obozie sportowym w górach, żeby odbyć porządny trening. Zawsze chciałeś pobiec w maratonie i tak długo trenowałeś by wreszcie wziąć w nim udział. Pojechałeś na rowerze do Paryża i do Londynu. Tylko nagła choroba nie pozwoliła Ci dojechać do Budapesztu. Wielki podziw w nas wzbudziłeś, gdy po wyjściu z wojska podjąłeś naukę w technikum wieczorowym. Po pożarze w Trytonie bez wahania brałeś udział w porządkowaniu i odbudowie przystani. Zawsze potrafiłeś udzielić rady i pomocy dla rozwiązania najtrudniejszych nawet problemów.
Odszedłeś, ale na zawsze pozostaniesz w
naszych sercach jako wzór wytrwałości, uosobienie dobroci i życzliwości, jako człowiek, który serce miał po właściwej
stronie, otwarte na wszystko i dla wszystkich, a przede wszystkim pozostaniesz
w naszej pamięci jako wierny i serdeczny przyjaciel na którego można było
zawsze liczyć. |
(....)
1973 -2003 |